Moja definicja marketingu

czwartek, 20 luty 03, 10:50

To co postuluję w definicji jest oczywiste dla wszystkich, którzy zajmują się marketingiem ale warto mieć jakąś spójną definicję na to co robimy, za co biorę pieniądze.

Jakiś czas temu konkretnie zdefiniowałem słowo marketing - używam tej definicji odtąd dosyć często, myślę że Tobie się też przyda.

"marketing pokazuje jak generować maksymalne przychody minimalnymi kosztami przy 100% zadowoleniu klienta."

Porównajmy to z definicją ze "Słownika języka polskiego", PWN, 1995:

marketing - działalność polegająca na kształtowaniu stosunków między producentem a odbiorcą towarów, dotycząca w szczególności ustalania wielkości produkcji, określania cen, metod dystrybucji, usług gwarancyjnych, reklamy i promocji sprzedaży.

I z definicją z "Podręcznika marketingu" pod redakcją Michaela J. Thomasa, PWN, 1999:

"(...) marketing polega na identyfikowaniu oraz spełnianiu oczekiwań klientów (...)" [wyrwana z kontekstu ale taka była myśl autora]

Jakie dostrzegasz różnice? Pierwsza definicja mówi o zadaniach marketingu. Druga definicja mówi o warunku skuteczności marketingu (zadowolenie klientów). Żadna nie mówi o jego nadrzędnym celu.

Nadrzędnym CELEM marketingu jest takie zorganizowanie badań, planowania, produkcji, dystrybucji, promocji i sprzedaży produktu, aby uzyskać maksymalny dochód przy minimalnych kosztach.

WARUNKIEM skuteczności marketingu jest identyfikacja i spełnienie oczekiwań klientów.

Dopiero złączenie celu i warunku skuteczności marketingu daje definicję, która nie pozwala na marnowanie pieniędzy przez artystów w tej branży. Gdy mówię o artystach branży marketingowej, mam na myśli "geniuszy", którzy doradzali zakup świetnych domen za milion dolarów, którzy ładowali i ładują miliony dolarów w "branding bannerowy" i zalecają inne nieracjonalne ruchy w imię idei spełniania oczekiwań klientów.

Gdybym ja chciał spełniać oczekiwania klientów, to bym nie wprowadzał odpłatności. Z drugiej strony wprowadzenie odpłatności sprawiło, że wielu moich czytelników zaczęło po prostu czytać to, co dotąd przeglądali - zwykle bardziej cenimy to, za co płacimy. I co się okazało? Że nagle CNEB stał się dla nich bardziej wartościowy. To nazwijmy robieniem biznesu przy 100% zadowoleniu klienta.

Rynkowy marketing jest narzędziem kapitalistów. A nadrzędnym celem kapitalistów jest maksymalny zysk, a nie spełnianie oczekiwań klientów - taki cel może mieć altruista czy ideologiczny komunista (każdemu według potrzeb).

Zupełnie serio proponuję Ci powiesić nad miejscem pracy tabliczkę z moją definicją marketingu - gwarantuję większe opamiętanie w nieracjonalnych wyborach i rzadsze odrzucanie racjonalnie dobrych decyzji.

Od dzisiaj pamiętaj, że:

"marketing pokazuje jak generować maksymalne przychody minimalnymi kosztami przy 100% zadowoleniu klienta."

Moja, nie moja

To co postuluję w definicji jest oczywiste dla wszystkich, którzy zajmują się marketingiem ale warto mieć jakąś spójną definicję na to co robimy, za co biorę pieniądze.

Komentarze
Newsletter

Newsletter CzasNaE-Biznes

Cotygodniowa dawka darmowych artykułów od Piotra Majewskiego - ojca chrzestnego polskiego małego e-biznesu...

Dołącz do 97 967 czytelników